Jak obiecałam, tak robię. Pierwszy rozdział dodaję w pierwszy dzień kalendarzowego roku, tak więc pozwolę sobie życzyć Wam wszystkiego dobrego :-)
Zapraszam do lektury i gorąco zachęcam do komentowania.
-Expelliarmus!
– głos dziewczyny potoczył się echem po zdewastowanym korytarzu. Greyback
leniwym ruchem różdżki odbił zaklęcie, które rykoszetem trafiło w sklepienie
nad Hermioną. Gwałtownie odskoczyła w bok, uchylając się przed spadającymi
kawałkami sufitu. Szybko podniosła się z ziemi i zaczęła uciekać w stronę
schodów. Niepotrzebnie dała wyciągnąć się tak daleko z głównego pola walki. Nie
miała szans, był zbyt silny.
-EXPELLIARMUS! – krzyknęła wymachując chaotycznie różdżką, nerwowo zerkając za
i przed siebie. Zdążyła wskoczyć za kolumnę, nim odbite zaklęcie przeleciało na
wysokości, w której chwilę temu miała głowę. Chciała wychylić się i spróbować
jeszcze raz, ale było za późno.
-Crucio! – ryknął wilkołak, powalając Gryfonkę na ziemię. Zaczęła nienaturalnie
wić i wykrzywiać się pod działaniem jego zaklęcia. Ból był nie do opisania.
Mężczyzna nogą usunął różdżkę z jej bezwładnej, zesztywniałej ręki. Po chwili
cofnął klątwę, pochylił się i mocnym uściskiem dłoni chwycił ją za gardło,
podnosząc wysoko. Przez sekundę miała okazję przyjrzeć się jego przerażającej
twarzy – nienaturalnie niebieskim oczom, żółtawym, lekko zakrwawionym i
zaostrzonym zębom oraz potarganym, szarym włosom. Poczuła obrzydliwy smród
brudu i potu. Jeszcze mocniej wbił pazury w jej gardło.
-Słaba, paskudna szlama – rzekł ochryple i uśmiechnął się złowieszczo. Zaczęła
odpływać, gdy nagle Greyback z całej siły rzucił nią o ścianę. Jęknęła. Była
świadoma, że to już koniec. Teraz ją zabije. Podszedł do niej wolnym krokiem i
pazurami przejechał po jej policzku. Ciepła ciecz popłynęła po jej twarzy, a w
ustach poczuła metaliczny smak.
„Błagam… Niech zakończy to szybko…” – pomyślała. Zaczęła opuszczać powieki, gdy
zobaczyła przed sobą zielone światło i głośny huk. Greyback przeleciał kilkanaście
metrów, po czym upadł martwy na posadzkę.
-Granger! – usłyszała znajomy głos i zdążyła poczuć silne ręce chwytające jej
ciało. Zemdlała.
***
Głośny dźwięk budzika rozległ się po pokoju dopiero godzinę przed południem.
Wciąż lekko roztrzęsiona i zaspana usiadła na łóżku, zamykając i otwierając na
zmianę oczy, w celu wyostrzenia obrazu. Pierwszym, co zauważyła, była wysoka
kolumna zbudowana z książek. Stała na biurku, obok rozładowanego laptopa i
trzech brudnych kubków po herbacie. Do tego masa pogniecionych ubrań na
krześle, podłodze i oparciu łóżka. Głośno ziewnęła obiecując sobie w myślach,
że dzień, w którym tu posprząta jest coraz bliżej. Wstała, chwiejnym krokiem
podchodząc do okna i odsłaniając ciężkie, brązowe zasłony. Słońce sprawiło, że
znów musiała przymrużyć oczy. Skierowała się w stronę toaletki i usiadła na
białym, niskim stołku. Spojrzała w lustro i mechanicznie jej wzrok zatrzymał
się na małej bliźnie na prawym policzku. Delikatnie przejechała po niej dłonią,
jak gdyby chciała całkiem ją usunąć.
-To tylko blizna. Nic nadzwyczajnego… - mruknęła jak co rano. Powtarzała to tak
często, że jakiś czas temu sama zaczęła w to wierzyć.
Wzięła do ręki szczotkę i szybko rozczesała wyprostowane, uporządkowane kilka
dni temu u fryzjera włosy. Uśmiechnęła się delikatnie do swojego odbicia. Jej
przeszłość nie może zniszczyć jej teraźniejszości. Nawet, jeśli powraca do niej
w sennych koszmarach…
Zarzuciła na siebie szlafrok i zeszła na dół.
W jadalni zastała swoich rodziców. Wesoło rozmawiali, popijając kawę
przy stole.
-Dzień dobry – rzuciła pogodnie, przysiadając się.
-Dobrze, że już wstałaś! – odpowiedziała radośnie pani Granger.
-Och, skoro tak twierdzisz… - mruknęła z lekkim zdziwieniem na reakcję matki.
Do pustego kubka nalała sobie świeżo zaparzonej, pachnącej kawy. Zrobiła duży
łyk.
-Mamy dla ciebie z tatą niespodziankę!
-No tak, twoja matka nie mogła z tym zaczekać na przyjście Peter’a. To było do
przewidzenia…
-Niespodzianka? Jaka niespodzianka?
W tym momencie rozległ się dźwięk pukania do drzwi.
-Ja otworzę – odezwał się pan Granger, złożył na pół trzymaną w ręce gazetę i ruszył do drzwi. Po chwili wrócił do
jadalni z sympatycznie wyglądającym brunetem.
-Hej Miona. Nie sądziłem, że już wstałaś – rzucił, z zakłopotaniem zerkając na
rodziców dziewczyny. Podszedł do niej i delikatnie pocałował ją w usta.
-I wiem o niespodziance… - dodała wesoło.
-Och… Zaklepałem bilety na poniedziałek. Mam nadzieję, że nie miałaś innych
planów?
Pan Granger przewrócił oczami.
-Tego nie wiedziała. Postanowiliśmy zabrać cię na wakacje, Hermiono. Wybraliśmy
Turcję. Od twoich zaręczyn z Peterem minął już rok, więc… Doszliśmy z mamą do
wniosku, że… Sama wiesz. Skoro mamy być rodziną, to powinniśmy spędzić trochę
czasu razem, w milszym miejscu. Poza tym odrobina wypoczynku ci się przyda! Nie
możesz spędzić kolejnych dwóch lat zakopana w książkach bez odpowiedniego
przygotowania. Ukończenie prawa na Cambridge to oczywiście świetna sprawa i
bardzo cię wszyscy wspieramy, ale… Nie chcemy, żebyś oszalała – zaśmiał się pan
Granger.
-Jesteście kochani, ale…
-Nie. Hermiona, nie ma wymówek. Bilety są zaklepane – przerwał jej brunet kładąc
palec na jej lekko otwartych ustach.
-Hmmm – mruknęła. – Skoro tak, to idę się szykować! Mam jakieś czterdzieści
godzin na streszczenie najważniejszych tematów na uczelnię. Książki są zbyt
ciężkie, a przecież bagaż ma określony limit wagowy… - zamyśliła się, po czym
wstała i opuściła jadalnię, nie zwracając uwagi na chichoczących za jej plecami
rodziców.
***
-…na tak dużą ilość pacjentów. Tych w lepszej formie należy natychmiast
przetransportować do Św. Munga. Trzeba zapewnić im odpowiednie leczenie,
Dumbledore!
-Tak, tak… Korneliuszu, jesteś odpowiedzialny za ich bezpieczny transport.
Powiadomię aurorów. Lepiej będzie zorganizować posiłki. Kto wie, co jeszcze nas
czeka.
-Ja? Ależ Dumbledore…!
-Dziękuję za pomoc Korneliuszu – usłyszała szybkie kroki i głośne trzaśnięcie
drzwi. I jeszcze raz.
Czuła pod sobą miękki materac i okropny ból każdej części ciała. Z trudem
otworzyła oczy.
-Hermiona… - usłyszała przy sobie cichy, dziewczęcy głos. Z trudem obróciła
głowę i zobaczyła rudowłosą przyjaciółkę.
-Ginny… Ja… Co się tu dzieje? – wyszeptała z trudem. Jej policzek pulsował
gorącem.
-Greyback prawie cię wykończył. Snape cię znalazł i przyniósł tutaj. Kazał mi
przy tobie zostać i… - podniosła fiolkę z eliksirem. - W razie gdybyś… - Ginny
nie patrzyła jej w oczy. Łzy płynęły po jej policzkach. – Nie wiemy co Greyback ci zrobił. Baliśmy się, że…
-…mnie ugryzł – mruknęła Hermiona. – Nie zrobił tego.
-Naprawdę?! – rudowłosa rzuciła się na nią i mocno ją uściskała. Była cała
rozdygotana od płaczu. – Tak się baliśmy, Miona! Wszystko poszło źle, a
miałabym stracić jeszcze najlepszą przyjaciółkę!
-Co? Co poszło źle?! Ginny, proszę, opowiedz mi wszystko!
-No więc – ruda wzięła kilka oddechów na uspokojenie i otarła mokre policzki
brudnym rękawem różowego swetra. Dostała go od Hermiony w ostatnie Boże
Narodzenie. – Gdy zniknęłaś zaczęłam szukać cię z Nevillem. Pobiegliśmy w
stronę schodów, ale tam zaskoczył nas ten paskudny wąż… Nagini. Harry mówił
nam, że trzeba go zabić, by pokonać Sama-Wiesz-Kogo. Był ogromny. Chwyciłam
Nevilla za rękę i chciałam uciekać, ale… Ale on się uparł, że musimy go
pokonać. Nagle pojawił się Fenix Dumbledore’a z Tiarą Przydziału, a w środku
był miecz Godryka Gryfindora! Neville go wyciągnął, ale wtedy ten wąż jakby…
Zniknął. Wróciliśmy na dół i okazało się, że Harry’emu udało się odbić Avadę
Sama-Wiesz-Kogo, ale…
-Nagini była horcruxem… Nie zabił go – wyszeptała do siebie Hermiona.
-Właśnie… - ruda opuściła głowę. Po jej policzkach znów płynęły łzy. –
Nawaliliśmy. Boję się myśleć o konsekwencjach…
***
-Mamo, daj spokój. Po co ci tyle pamiątek? – dziewczyna przewróciła oczami
widząc zapełniony w połowie koszyk. Kubki, wisiorki, mała shisha i kilkanaście
pocztówek.
-Gdzie byłaś tak długo? – zapytała pani Granger ignorując słowa córki. Ze sklepowej
półki ściągnęła tandetną figurkę i zaczęła się jej przyglądać.
-Na rogu była księgarnia. Postanowiłam tam zajrzeć. W zasadzie nie znalazłam
nic, poza przewodnikami turystycznymi i… takimi tam – wzdrygnęła się na
wspomnienie wszechobecnych erotycznych artykułów.
-Wezmę to i wrócimy razem do hotelu.
-Dobrze mamo. Zaczekam na zewnątrz. – wyszła ze sklepu i skręciła w pierwszą
uliczkę w której znalazła odrobinę cienia. Było ponad 30 stopni Celsjusza i nie
najlepiej radziła sobie w tej temperaturze. Czuła się brudna, zmęczona i senna.
Wyciągnęła z kieszeni opakowanie papierosów i prychnęła rozdrażniona, gdy
okazało się, że został ostatni. Wyciągnęła go, zgniotła pudełko z nadrukiem
„PALL MALL” i wrzuciła do stojącego obok kosza. Odpaliła papierosa od ognia zapalniczki
i mocno się zaciągnęła. Poczuła dym trafiający do tej płuc, po czym powoli go
wypuściła. Miała przymknięte oczy i wsłuchiwała się w hałas na głównej ulicy
miasteczka. Nie cieszyła się na ten wyjazd, ale nie chciała sprawiać przykrości
bliskim. Miała tu zbyt wiele czasu na myśli, które tak często wyrzucała ze
swojej głowy, które tak bardzo chciała, by zniknęły. Czuła wielką pustkę w
swoim sercu, ale wiedziała, że nie może wrócić do dawnego życia. Rzuciła
papierosa na ziemię i dokładnie go przydeptała. Odetchnęła głęboko i przybrała
minę zadowolonej. Ciężko było wciąż udawać, ale nawet cztery lata nie
wystarczyły na zagojenie ran w jej sercu. Wyszła przed sklep, spod którego
razem z panią Granger ruszyły do hotelu.
Resztę dnia spędziła z Peterem na plaży. Czuła się przy nim dobrze. Był dwa
lata starszy od niej, studiował medycynę i był wyjątkowo dojrzały jak na swój
wiek. Dbał o nią, jej rodzice go uwielbiali i wiedziała, że z nim czeka ją
dobra przyszłość. Gdy patrzyła na jego uśmiechniętą twarz pękało jej serce. Nie
mogła nic na to poradzić, choć tak bardzo chciała. Nie kochała go.
Była to ich ostatnia noc po dwutygodniowych wakacjach. Kładąc się do łóżka
czuła podekscytowanie na myśl, o powrocie do domu i książek. Nauka dawała jej
spokój duszy i uśmierzała ból.
-Hermiona? – usłyszała szept Petera
-Tak?
-Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie i bardzo cię kocham – odpowiedział,
po czym delikatnie pocałował ją w usta.
Miała skłamać i odpowiedzieć „Ja ciebie też”, lecz w tym momencie do pokoju wleciała
czarna sowa z listem przyczepionym do nogi.
-Co do… - zaczął zdumiony chłopak, zrywając się z łóżka.
Hermionie zrobiło się słabo. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Bo końcu co by miała powiedzieć? Usiadła na
łóżka i tępym wzrokiem wpatrywała się w sowę, która przed nią usiadła.
„Błagam, nie… Tylko nie to” – pomyślała zrozpaczona. Peter powoli usiadł na
łóżko. Wskazał palcem na nóżkę sowy.
-Czy to jest…list? – zaczął, będąc wciąż w głębokim szoku. Odwiązał pergamin.
-Peter… To chyba do mnie… - odparła w końcu Hermiona, wyciągając rękę w
kierunku chłopaka. Nie spojrzała mu w oczy.
-Okej… Trzymaj – odparł zaskoczony.
Ostrożnie rozwinęła pergamin i poczuła zalewająca ją na przemian falę gorąca i
zimna. Pod wiadomością zapisaną pięknym, drobnym pismem znajdował się podpis
„S.S.” Tak dobrze pamiętała ten podpis… Severus…
Wróciła wzrokiem na górę listu i zaczęła czytać w myślach.
Granger,
Ze względu na troskę Dumbledore’a o Ciebie i Twoich rodziców jestem zmuszony
stawić się przed świtem po Was oraz zabrać w bezpieczne miejsce. Siły Czarnego
Pana znów rosną w siłę i planują odwet. Jako bliska przyjaciółka Harry’ego
Pottera jesteś jedną z najbardziej narażonych na atak osób.
Nie ruszaj się z miejsca, w którym się znajdujesz.
S.S.
Ciekawy początek, chociaż rzadko jakaś niekanoniczna postać, czy "odmieniona" Hermiona do mnie trafia... Ale skoro Voldemort nie został pokonany, to rzeczywiście zmienia trochę postać rzeczy :) Mam nadzieję, że Severus nadal jest cynicznym nietoperzem!
OdpowiedzUsuńTylko zwroty typu "tobie", "ci" powinnaś zapisywać z małej litery - bo w opowiadaniu nie zwracasz się do kogoś bezpośrednio.
Rzeczywiście. Kompletnie nie zwróciłam na to uwagi. Dziękuję, wbiję sobie to do głowy ;-)
UsuńW kwestii Hermiony i Severusa - myślę, że nie ma sensu oceniać ich na samym początku. Wiele może się zdarzyć. Obiecuję jednak nie przebierać Snape'a w różowe szaty! :-)
Właśnie trafiłam tutaj i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym co przeczytałam ;) Historia zapowiada się bardzo ciekawie, na dodatek szykuje się ponowna bitwa z Voldemortem. Hmm, Hermiona próbowała ułożyć sobie życie w świecie mugolskim, następnie list Severusa... co dalej, co dalej?! ;>
OdpowiedzUsuńOmnommono! Kobieto, dawaj szybko kolejny rozdział! :D
Dużo weny życzę! ;)
51 yr old Software Engineer I Xerxes McCrisken, hailing from Le Gardeur enjoys watching movies like Investigating Sex (a.k.a. Intimate Affairs) and Metalworking. Took a trip to Su Nuraxi di Barumini and drives a Ferrari 250 GT SWB "Competition" Berlinetta Speciale. przydatne lacza
OdpowiedzUsuń