blabla

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział drugi

Witam :-)
Oddaję dziś w Wasze ręce drugi rozdział. W przeciwieństwie do pierwszego, ten w całości odnosi się tylko do przeszłości Hermiony.
Kolejny przewiduję do dwóch tygodni.
Zapraszam do lektury :-)




Hermiona wzięła do ust ostatni kawałek czekolady, którą podrzuciła jej Ginny. Z rezygnacją odłożyła na szafkę najświeższy numer Proroka Codziennego. Nad wielkim zdjęciem Harry’ego, który wymija fotografa oraz kroczącego za nim Dumbledore’m  widniał napis „TEN, KTÓREGO IMIENIA NIE WOLNO WYMAWIAĆ POWSTRZYMANY. CZY KOSZMAR POWRÓCI?”. Nie było lepszego sposobu na przekonanie ludzi, że nie powinni czuć się bezpiecznie. Gdy ciało Voldemorta zostało zniszczone ostatnim razem, ludzie wariowali ze szczęścia. Każdy był pewny, że potwór nie pojawi się więcej w ich życiu. Dziś każdy miał świadomość powagi sytuacji. Nikt nie zamierzał świętować. Nieufność do sąsiadów, znajomych czy nawet rodziny w czasie wojny była wystawiona na ciężką próbę, a teraz nikt nie chciał podpaść przyczajonym poplecznikom Voldemorta. Zemsta mogłaby nadejść w każdej chwili.
Dziewczyna westchnęła ciężko, próbując przegonić czarne myśli. Rozejrzała się po zatłoczonym pomieszczeniu, szukając znajomych twarzy. Pani Pomfrey biegała po całej sali, rzucając stanowcze polecenia i wręczając odpowiednia eliksiry. Hermiona poczuła respekt do tej kobiety. Kiedy wszyscy panikowali, a wokół panował chaos, potrafiła zachować jasność umysłu. Mimo swojej surowości była niezwykle dokładna, odpowiedzialna i skuteczna. Udało jej się postawić Hermionę na nogi, gdy  ta była przygotowana na najgorsze. Miała jednak tak wiele zajęć, że dziewczyna nie mogła jej podziękować.
Wciąż jednak czuła narastającą irytację, mieszającą się z żalem. Spędziła tu już cztery dni, a jednak nikt prócz rudowłosej przyjaciółki nie zdecydował się jej odwiedzić.
-Panno Granger – głos wyrwał ją z zamyślenia. Przy jej łóżku znikąd zjawił się sam dyrektor. Spoglądając na nią znad okularów-połówek, wyciągnął rękę w jej stronę. Zauważyła, że trzyma w niej paczkę cytrynowych landrynek.
-Dziękuję, ale chwile temu jadłam czekoladę.
-Rzeczywiście, to nienajlepsze połączenie smaków – uśmiechnął się blado, chowając opakowanie do kieszeni i przysiadł na skraju jej łóżka.
-Jak się pani czuje? – zapytał poważniejszym tonem.
-Fizycznie coraz lepiej. Myślę, że jestem gotowa opuścić szpital, ale ciężko mi złapać panią Pomfrey… - zerknęła na pielęgniarkę, która właśnie okrzyczała jakiegoś czwartoklasistę za wylanie eliksiru na pościel.
-Tak, Poppy ma tu naprawdę dużo pracy. Nie wiem jakbyśmy sobie poradzili bez tej zdolnej czarownicy – po tym zdaniu całkiem spoważniał i spojrzał Hermionie prosto w oczy. – My także mamy swoje obowiązki, panno Granger. Jestem gotów zwolnić cię dziś ze szpitala, jednak… zanim to zrobię, muszę z tobą porozmawiać.
Dziewczynę przeszedł dreszcz zaniepokojenia.
-Hermiono, musisz mi obiecać, że już nigdy nie postąpisz tak bezmyślnie i nieostrożnie jak postąpiłaś. Nie spodziewałem się takiego zachowania po dojrzałeś i inteligentnej czarownicy za jaką cię mam. Naraziłaś na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także profesora Snape’a, który śpieszył ci z pomocą. Greyback wyróżniał się spośród popleczników Voldemorta niebywałą gwałtownością, nieprzewidzialnością i okrucieństwem. Miałaś ogromne szczęście, wychodząc z tego… żywą – zamilkł, zawieszając wzrok na czterech głębokich szramach na zaróżowionym policzku dziewczyny. Miała opuszczoną głowę i wpatrywała się w swoje dłonie.
-Ja… - nerwowo przygryzała wargę, a oczy piekły coraz mocniej. Po chwili po jej policzkach popłynęły łzy. – Przepraszam. To było nieprzemyślane. Podjęłam złą decyzję i… Nie dałam rady. Tak bardzo mi przykro – ukryła twarz w dłoniach, kiedy jej ciało wstrząsnął szloch. Uspokoiła się po chwili, opanowując nierówny oddech. Dumbledore położył rękę na jej ramieniu.
-Musisz być silna, by panować nad sobą. Przed nami ciężkie chwile. Potrzebujemy twoich umiejętności, panno Granger. Gdy będzie pani gotowa, proszę zabrać swoje rzeczy i udać się do Wielkiej Sali. Znajdzie tam pani swoich przyjaciół – dodał ze smutnym uśmiechem, kiwnął głową i opuścił skrzydło szpitalne.

Niecałą godzinę później schodziła po ruchomych schodach, chcąc dostać się do Wielkiej Sali. Zastanawiała się, co tak ważnego mogło powstrzymać jej przyjaciół przed odwiedzeniem jej choć na moment w szpitalu. Miała nadzieję, że znajdą dobry powód, bo ich ignorancja bardzo ją zabolała.
Hałas i głosy dochodzące z pomieszczenia dopadły ją jeszcze zanim podeszła pod drzwi. Chwilę później pchnęła je, a pierwszą rzeczą, którą zauważyła, były wściekłe, czarne oczy jej byłego nauczyciela eliksirów.
-Zejdź mi z drogi! – głośne warknięcie sprawiło, że momentalnie odskoczyła w bok. Zdążyła zobaczyć jego falujące, czarne szaty, po czym rozległo się nieprzyjemne trzaśnięcie głównej bramy. Dopiero po kilku sekundach uderzyła ją myśl, że powinna pójść za nim i podziękować za uratowanie życia.
-Hermiona! – usłyszała za sobą głos przyjaciółki. – Wyszłaś ze szpitala? Jak się czujesz? – Ginny mocno ją uścisnęła.
-Okropnie. Co się tu dzieje? – zapytała, dostrzegając tłok w sali.
-Chodź za mną… - mruknęła pod nosem, chwytając ją za rękę i prowadząc w głąb pomieszczenia. Hermiona rozglądała się, korzystając z chwili.
Większość osób gromadziła się wokół map i zapisków rozłożonych na stołach, kilka stało przy kominkach, nadzorując użytkowanie sieci Fiuu, a jeszcze inni zajmowali miejsce przy ostatnim stole, na którym siedziało pełno sów. Dziewczyna domyślała się, że odbierają i odpowiadają na otrzymane listy. Zwróciła także uwagę na sklepienie Wielkiej Sali, które w tej chwili nie odzwierciedlało żadnej pogody. Było to teraz zwykłe, szare sklepienie niczym nie odróżniające się od reszty niezaczarowanych części zamku. Poczuła dziwny ucisk w żołądku na ten widok.
-Harry’emu trochę odbiło, ale zaraz wszystkiego się dowiesz – szepnęła jej do ucha, kiedy były już obok największej grupy ludzi. Było tu najgłośniej. Zauważyła siedzącego obok kominka Neville’a. Nawet nie drgnął, kiedy dotknęła jego ręki.
-Neville…? – nachyliła się w jego kierunku. Odwrócił delikatnie głowę, a ona wzdrygnęła się, zszokowana. Połowa jego twarzy była purpurowa i pomarszczona, a oko przekrwione. Było także widać świeże łzy na jego zdrowym policzku.
-Cześć Hermiono… - wypowiedział niemal szeptem. W tym samym momencie poczuła pociągnięcie do tyłu.
-Hermiona! – usłyszała radosny okrzyk Rona. – Już myśleliśmy, że, no wiesz, nie wrócisz do nas. W zasadzie wyglądasz nieźle! – odparł z uśmiechem. Oprócz rozczochranych włosów, jego wygląd się nie zmienił.
-Ty nie najlepiej, ale jednak bez zmian – odparła Ginny i zaśmiała się cicho na widok miny brata.
-Dobrze Cię widzieć – powiedziała szczerze i przytuliła przyjaciela. Dopiero po chwili zauważyła stojącego obok Potter’a. Podeszła do niego.
-Harry… - zaczęła, ale chłopak uściskał ją.
-Musimy pogadać – mruknął cicho do jej ucha, po czym oderwał się od niej i wskazał jej drzwi wyjściowe.

Hermiona odetchnęła gdy byli na błoniach zamku. W przeciwieństwie do szpitala i Wielkiej Sali, tu było przyjemnie chłodno, cicho i spokojnie. Spojrzała z daleka na chatkę Hagrida i zauważyła wydobywający się z kominka dym.
-Kiedy ostatnio rozmawiałaś ze Snape’em? – zapytał nagle, odganiając jej dobre myśli. Przypomniała sobie głębokie, pełne niechęci spojrzenie wrogich oczu.
-Co? – zapytała zaskoczona. – Nie rozmawiałam z nim. Nie rozmawiałam z nikim, prócz Ginny, pani Pomfrey i Dumbledore’a! Przeleżałam kilka dni w szpitalu rozmyślając nad tym, gdzie się podzialiście! – rzuciła ostro.
-Mieliśmy naprawdę sporo na głowie, ale codziennie o Tobie myśleliśmy…
-…myśleliście – prychnęła, wchodząc mu w słowo i uśmiechając się ironicznie.
Chłopak zatrzymał się nagle.
-Hermiono… - zaczął, chwytając jej dłonie – Gdyby Greyback Cię zabił, to moje życie rozsypałoby się na kawałki. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale… - przygryzł wargę i spojrzał jej w oczy. Coś go trapiło.
-Harry, co się dzieje? – zapytała z troską, zapominając o chwilowej złości.
-Co on tam robił? Czemu Snape był na piętrze? Miał być w sali wejściowej z Luną, Tonks i innymi… One… - przygryzł wargę, zawieszając wzrok gdzieś ponad dziewczyną – One nie żyją. Zostały zamordowane, ponieważ Snape zniknął z pola walki. Nie wierzę, że nie zrobił tego specjalnie. Pozwolił je zabić.
Hermiona poczuła, jak uginają się pod nią nogi, a z jej twarzy odpływa krew. Luna i Tonks nie żyją… Pomyślała o ostatnich chwilach, które z nimi spędziła. Tonks karmiła swojego syna, a Remus robił im zdjęcia. Była taka szczęśliwa… A Luna? Z Nevillem byli świetnie dobraną parą.
-Neville… - jęknęła, przypominając sobie widok tępo wpatrującego się w kominek chłopaka. – Co z Remusem?
-Jest nieprzytomny w Mungu. Nie mam pojęcia jak mu o tym powiem… Kochał ją. I jest matką jego dziecka… Zawsze gdy będzie na nie patrzeć, będzie myśleć o Tonks… - zamilkł.
-Harry… To moja wina. Gdybym nie odciągnęła Greybacka tak daleko…
-Nie. To wina Snape’a. Zostawił je na pewną śmierć… - przytulił dziewczynę i usiedli na kamiennym schodku. Wpatrywali się w ciszy w kołyszące się w oddali drzewa.
-Mijałam się ze Snape’em wchodząc do Wielkiej Sali. Był wściekły. Czy Ty… – zapytała po kilku minutach.
-Nie, nie powiedziałem mu o moich podejrzeniach. Przypuszczam, że Dumbledore zachęcił go do pomocy. Staramy się wyłapać wszystkich Śmierciożerców, którzy uciekli z zamku. Zbieramy informacje, wysyłamy w teren aurorów.
-Snape mógłby się przydać. Znał ich i…
-Daj spokój. Skoro był na tyle głupi, by dołączyć do Voldemorta, to nie wierzę, że nie zrobi tego ponownie. Nie mam pojęcia po której jest teraz stronie…
-Harry! To nauczyciel. I Dumbledore mu ufa!
-Dumbledore to tylko człowiek! – rzucił ostro.
-Więc… Masz jakiś plan? Nie wierzę, że Snape chciałby oszukać dyrektora, ale jeśli mamy działać wspólnie, to musimy sobie ufać.
-Nie jestem pewny, czy mam ochotę śledzić każdy jego krok i marnować czas.
-To ja to zrobię – odparła Hermiona. – Może uda mi się dowiedzieć czegoś więcej. Bezpodstawne oskarżenie go nie służy niczemu dobremu, Harry. Uratował mi życie, więc chyba nie może być zły, prawda?
-To mógł być przypadek, Miona. Weszłaś mu w drogę, nie miał czasu dokończyć roboty, kto go wie? Jeśli chcesz się tego podjąć, to musisz mi obiecać, że będziesz ostrożna i wycofasz się w odpowiednim momencie.
Dziewczyna cicho zachichotała i przytuliła przyjaciela.
-Od kiedy to Ty jesteś tym odpowiedzialnym i rozsądnym, hmm? – mruknęła cicho.

2 komentarze:

  1. O nie, tylko nie Luna... oprócz Belli, to jedyna postać, z którą zawsze się identyfikowałam :'( I duży plus za zachowanie charakteru Albusa - jest uprzejmy, ale mówi szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww, jak się cieszę z nowego rozdziału <3
    Tonks i Luna? No teraz to mi smutno, jedne z moich najukochańszych postaci :( A Severusa mało, zdecydowanie zbyt mało tutaj, oby już w kolejnym rozdziale było go więcej! :D Harry jak zwykle knuje coś przeciw Snape'owi, na dobre pewnie mu to nie wyjdzie.
    Jestem ciekawa co wydarzy się dalej! ;>

    OdpowiedzUsuń